Menu

Sapere aude incipe

A capite ad calcem

Grudna Kępska ma to już za sobą

ulakrzyprzy

Najpierw były pomniki polskie, przyszli Niemcy i je zburzyli. Potem Niemcy odeszli, przyszli Polacy - komuniści i zburzyli te niemieckie. Postawili swoje - komunistyczne. Po bezkrwawej rewolucji 1989 r. przyszli (czytaj do władzy) inni Polacy - patrioci i postawili obok nich swoje - nie-komunistyczne. Po nich przyszli jeszcze inni Polacy - prawdziwi patrioci, burzą te pomniki, które postawili Polacy - komuniści, ignorują te, które postawili  Polacy - patrioci i budują swoje, prawdziwie patriotyczne. Po nich przyjdą inni Polacy - .......

Takie to refleksje mnie naszły, kiedy w Grudnej Kępskiej zobaczyłem pusty plac po komunistycznym pomniku postawionym ku pamięci zamordowanych partyzantów ruchu oporu GL i AL. Cóż ja mogę za to, że nie lubię burzenia pomników i palenia książek. Gdyby to ode mnie zależało, zmieniałbym jedynie treść na tablicach pomników i we wstępach książek. Jednak jako lojalny obywatel mojego kraju donoszę, że w pobliskiej Harklowej pomnik postawiony w czasach, kiedy jeszcze Polski nie było nadal stoi!!!

Ps. Próbowałem w internecie znaleźć informację o zdarzeniu w Grudnej i dalszych losach pomnika - nie znalazłem. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Harklowa_pomnik_3Pomnik totalitaryzmu w Harklowej

Pilzno - miasto Szczeklików

ulakrzyprzy

Miał Biecz wielce zasłużony dla Biecza ród Fusków, miało i Pilzno szczęście do znamienitych ludzi urodzonych w tym mieście. Rozsławiła je rodzina Szczeklików. Pierwszy z nich, ks. Karol Szczeklik, autor licznych prac z zakresu moralności, napisał monografię Pilzno i Pilźnianie, która stanowi cenne do dzisiaj źródło materiałów historycznych o tym mieście. Edward Szczeklik był kardiologiem, profesorem medycyny Akademii Medycznych w Krakowie i we Wrocławiu. Najbardziej znanym z tej trójki był jego syn, Andrzej Tadeusz Szczeklik, polski lekarz-naukowiec, profesor Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, pisarz eseista i filozof medycyny. W roku 2014 ukazała się książka pt. Słuch absolutny – wywiad-rzeka, przeprowadzony z prof. Andrzejem Szczeklikiem przez jego przyjaciela i wydawcę, Jerzego Illga. Czyta się to jednym tchem. Dzisiaj zwiedziłem w Pilźnie dwa kościoły: farny i Ojców Karmelitów (analogia do Biecza), cmentarz parafialny (gdzie padnie wzrok tam Szczeklik) i uroczy rynek z pięknie zachowanymi kamieniczkami  oraz kilka malowniczych, drewnianych domów.   

pilzno2Grób Edwarda Szczeklika

pilzno1Drewniany dom w uliczce prowadzącej z rynku na cmentarz

 

 

Kłopoty bogactwa

ulakrzyprzy

Chociaż do końca lektury Malarza świata ułudy Kazuo Ishiguro został mi jeszcze jeden rozdział, a z Dziewięciu opowiadań J. D. Salingera przeczytałem dopiero dwa, to jednak rozpakuję dzisiejsze prezenty i zacznę czytać następne książki: Młyny boże Jacka Leociaka,  Kroniki beskidzkie i światowe Andrzeja Stasiuka oraz Niebiosa są puste, której autorem jest Avrom Bendavid-Val. Dwie pierwsze to prezent od Moniki, trzecią użyczył Damian. Muszę przyjąć jakąś strategię czytania. Z ciekawości rozpocznę od Stasiuka, jego książka to wybór krótkich próz i felietonów, można czytać po kawałku. Jeszcze dzisiaj dokończę ostatni rozdział z Ishiguro i łyknę jedno z opowiadań Salingera. Potem zacznę czytać po jednym numerowanym ustępie książki Leociaka, a Niebiosa są puste - które miałem zacząć czytać dzisiaj - muszą trochę poczekać.

trzy

Biecz w pieczątkach

ulakrzyprzy

Buszowanie po archiwach przypomina trochę płukanie piasku w złotonośnych potokach Alaski. O ile dla poszukiwacza szlachetnego kruszcu błysk złotego samorodka jest ukoronowaniem jego żmudnej pracy, tak dla archiwalnego mola takim samorodkiem na pewno jest pieczątka. Stempel na końcu dokumentu nadaje mu odpowiednią rangę i podkreśla jego wartość. W poszukiwaniu materiałów o historii Żydów Biecza, udało mi się zebrać całkiem pokaźny cyfrowy zbiór pieczęci. Podzieliłem go na kilka roboczych kategorii: banki, biblioteki, lekarze, metrykalne, wojenne, powojenne, religijne, fabryki, inne. W minioną sobotę, dzięki uprzejmości członków rodziny Witolda Fuska, otrzymałem faksymile pieczątek i recept żydowskich lekarzy Biecza: dr. Naftalego Dęba i dr. Bruno Marguliesa. Przy okazji  udokumentowałem cyfrowo zbiór recept  dr. Romana Soczyńskiego, który pomagał w czasie wojny rodzinie bieckiego rabina Dov Halperna. Dodatkowo uzyskałem zapewnienie właścicielki owych dokumentów, że część z nich użyczy na potrzeby tworzącej się sali muzealnej poświęconej  bieckim Żydom.

2

Mój przyjaciel Edziu

ulakrzyprzy

Moja najstarsza wnuczka podłożyła mi pod choinkę własnoręcznie wykonany dzienniczek, z prośbą o spisanie moich wspomnień z dzieciństwa. Poniżej jedno z nich.

Do Libuszy jeździliśmy z rodzeństwem od zawsze - spędzaliśmy tu ferie zimowe i wakacje letnie. W dniu zakończenia zajęć w szkole przyjeżdżał do Gliwic dziadek Wojciech, aby nas zabrać do Libuszy - oczywiście pociągiem relacji Gliwice - Zagórz. Tam - również od zawsze - czekał na nas Edziu. Był kaleką, miał kłopoty z poruszaniem się, przykurcz ręki i niewyraźnie mówił. Mieszkał z dwiema ciotkami pannami, w małym domku po sąsiedzku. Najprawdopodobniej w dzieciństwie przeszedł chorobę Heinego Medina, która nie pozwalała mu uczęszczać do szkoły. Mimo dużej różnicy wieku (urodził się przed wojną), był stałym towarzyszem naszych zabaw. Traktowaliśmy go jak kolegę, niestety nie mogę tego samego powiedzieć o dorosłych, którzy leczyli na nim swoje kompleksy. Często organizowaliśmy z Edziem wyścigi, mimo kalectwa zawsze do mety dobiegał pierwszy. Aż pewnego dnia stało się - Edziu zaczął z nami przegrywać tę rywalizację. Dziwne, ale wcale się z tych zwycięstw nie cieszyliśmy, było nam jakoś głupio. Spędzaliśmy ze sobą całe tygodnie. Z czasem Edziu przestał się nami opiekować, po prostu dorastaliśmy. Codziennie jednak do dziadka przychodził, siadał w kącie z nieodłączną laską i obserwował okolicę. Później, kiedy opiekował się moim młodszym kuzynem, sytuacja powtarzała się. Jak dorośli nauczyli go palić, kupowaliśmy mu papierosy, na szczęście nie pił alkoholu. Pamiętałem o nim do końca jego dni. Nie powiadomiono mnie o jego śmierci i pogrzebie. Jak jestem na cmentarzu w Libuszy, to Go zawsze odwiedzam. Spędziliśmy ze sobą wspaniałe dni mojego dzieciństwa.


edziu1

Libuszacmentarz_6

© Sapere aude incipe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci